Kategorie: Wszystkie | historia | materiały | odłamy | ogólne | struktury
RSS

ogólne

wtorek, 21 sierpnia 2012

Obecnie w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych mamy tandem dotąd niespotykany: Mitt Romney (mormon) razem z Paulem Ryanem (katolikiem). Możliwe, że po raz pierwszy w historii kraju, na żadnym z najważniejszych urzędów nie zasiądzie ewangelikalny protestant. Jest to o tyle ciekawe, że polityka Romneya jest raczej bliższa wszelkim konserwatywnym wspólnotom religijnym.

Jednak relacje katolicko-mormońskie są dość wyjątkowe. Mimo, że dla katolików mormoni nie są nawet chrześcijanami, a prorok Smith wbudował w swoją religię pojęcia odbierane jako antykatolickie, to obie wspólnoty musiały w tym samym czasie przeciwstawiać się prześladowaniom, głównie ze strony protestantów ewangelikalnych i – w mniejszym – ze strony ateistów. Postawa tych drugich wynikała (i wciąż wynika) głównie z niechęci do religii i ma swoje analogie także względem innych religii. Tymczasem ewangelikalni, którzy dominowali i wciąż są znaczącą siłą na mapie amerykańskiego mocarstwa, swoją niechęć budowali na historycznych uprzedzeniach i wyrosłych na nich teologii i stereotypach.

Katolicy byli na terytorium kolonii brytyjskich, a później nowopowstałych Stanów Zjednoczonych niemile widziani od początku. Poza Marylandem za bycie katolikiem groziły poważne konsekwencje, ze śmiercią włącznie. Młode społeczeństwo, budowane często na bazie fanatycznych grup religijnych wydalanych z Europy (i to głównie tej protestanckiej), tworzyło swoją tożsamość i przekonania w opozycji do chrześcijan wiernych Rzymowi. Ponieważ przeciętny mieszkaniec kolonii nie spotykał w swoim życiu ani jednego katolika, powstawały nowe mity i legendy. Dopiero Konstytucja Stanów Zjednoczonych przynosiła wolność religijną i ulgę wyznawcom nietolerowanych religii. Mimo to, aż do połowy XIX wieku, gdy nasiliła się imigracja z Europy, katolicy stanowili niewielki ułamek społeczeństwa i poza kilkoma regionami (Maryland, południowa Luizjana, część terenów zdobytych na Meksyku, Vermont) byli ptaktycznie niewidoczni. Do XX wieku prześladowania fizyczne były mniej lub bardziej regularne.

W latach 20. XIX wieku w Stanach rozpoczął się okres wielkiego fermentu religijnego, na którym wyrósł m.in. mormonizm. Jednym z jego fundamentów jest przekonanie o „Wielkiej Apostazji”, jaka się dokonała po śmierci apostołów. Na jej gruncie – wg wierzeń mormońskich – wyrósł najobrzydliwszy z kościołów, będący matką wszetecznic. Mimo braku określenia „katolicki”, niemal każdy kojarzył go z wiarą rzymską (i przy okazji prawosławną, znacznie mniej wówczas znaną w regionie). Jednak mormoni wzbudzali wiele kontrowersji i zostali odrzuceni przez amerykańskich protestantów, uciekając przed prześladowaniami na zachód, do współczesnego stanu Utah. Jedynie część z nich została, tworząc trzon Społeczności Chrystusa. Historia spłatała figla i katolicy wraz z mormonami (oraz innymi prześladowanymi mniejszościami) stali po tej samej stronie barykady.

W latach 60. XIX wieku do terytorium Utah, gdzie żyła większość mormonów, docierają pierwsi osadnicy katoliccy. Pod koniec stulecia było już ich tylu, że w styczniu 1891 r. erygowano diecezję Salt Lake. W tym czasie relacje między wyznawcami obu religii były pokojowe, określane mianem „żyj i pozwól żyć”. Jednak z czasem presja ze strony protestanckiej większości malała, pojawiły się przejawy niechęci, określanej jako „mormońsko-katolicką zimną wojnę”. Za symboliczny początek uznaje się zlecenie pod koniec 1910 r. przez biskupa Józefa Sarsfielda Glassa malunków z biblijnymi cytatami zaprzeczającymi teologii Świętych w Dniach Ostatnich. Szczyt animozji przypada na lata 40. i 50., ze zwieńczeniem w roku 1958, gdy Bruce R. McConkie (jeden z apostołów) w swojej książce poświęconej doktrynie mormońskiej powiązał oficjalnie katolicyzm z „kościołem diabła”. Publikację poprzedziła nagonka na biskupa Duane Hunta (uznana później nawet przez historyków mormońskich za niesłuszną). Książka spowodowała negatywne reakcje i w efekcie po 1960 r. nastąpiło ocieplenie stosunków między przedstawicielami obu religii. Co ciekawe, ta „zimna wojna” zbiega się w czasie ze zmniejszoną aktywnością protestantów, zajętych własnymi problemami (okres 1920-70).

Od tego czasu katolicy i mormoni koegzystują, bez większych animozji, potrafiąc ze sobą współpracować przy udzielaniu pomocy charytatywnej, czy wspólnie (razem z innymi ugrupowaniami) sprzeciwiając się legalizacji małżeństw homoseksualnych w Kalifornii i na Hawajach. Jedyny poważniejszy zgrzyt nastąpił w 2001 r., gdy Watykan oficjalnie sprzeciwił się uznawaniu mormońskiegu chrztu za ważny (co oznacza nie uznanie przez Kościół mormonizmu za odłam chrześcijaństwa, tylko wyrosłą na jego gruncie religię).

Podsumowując, relacje katolicko-mormońskie były zazwyczaj pokojowe, a różnice doktrynalne – mimo trudniejszego okresu konfrontacji – nigdy nie spowodowały otwartej wrogości między obiema społecznościami.

http://www.slate.com/articles/news_and_politics/explainer/2012/08/mormon_catholic_relations_the_two_churches_haven_t_always_gotten_along_as_well_as_mitt_romney_and_paul_ryan_do.html

http://www.sltrib.com/features/ci_12993316

http://www.nytimes.com/2012/06/04/opinion/anti-mormonism-past-and-present.html



Mormoni od początku mieli trudne relacje z protestantami, szczególnie ewangelikalnymi. Wrogość ta wynika z braku akceptacji dla nowych wierzeń oraz ogólnie bojowniczej postawy wielu fundamentalistów protestanckich. Co ciekawe, w społeczeństwie amerykańskim mormoni byli najlepiej postrzegani w okresie osłabionej aktywności ewangelikalnej (tzw. „złoty wiek pozytywnego odbioru” w l. 1935-65).

Początkowo, wraz z krytyką doktrynalną następowały liczne akty agresji, nieraz obustronne, mające niekiedy charakter otwartej wojny. Po wojnie secesyjnej przemoc fizyczna między obiema grupami religijnymi ograniczała się do pojedynczych przypadków, a relacje międzywyznaniowe nabrały bardziej pokojowego charakteru, szczególnie z umiarkowanymi i liberalnymi odłamami protestantyzmu.

Dziś możemy mówić o negatywnych relacjach głównie na płaszczyźnie doktrynalnej z licznymi fundamentalistami ewangelikalnymi, którzy uznając mormonów za pogan prowadzą różnego rodzaju działania ewangelizacyjne. Niektóre z nich są wymierzone także w inne grupy chrześcijan, czy religie. Niemniej jednak, wraz z oddalaniem się od swoich historycznych postaw, skupiając się na walce z liberalnymi postawami moralnymi, protestanci coraz częściej widzą w konserwatywnie nastawionych mormonach zamiast przeciwników – sprzymierzeńców. Taki jest też cel Mitta Romneya – przekonać konserwatywnych protestantów, że mormoni, mimo różnic doktrynalnych, wyznają dokładnie takie same wartości moralne. To może być klucz do sukcesu w wyborach prezydenckich.

 

http://www.nytimes.com/2012/06/04/opinion/anti-mormonism-past-and-present.html

Wbrew pozorom jest to temat wzbudzający pewne kontrowersje, gdyż różnice w szacunkach są spore. Wiadomo, że poza dwoma głównymi kościołami mormońskimi w różnych mniejszych wspólnotach żyje 100-200 tysięcy ludzi, w zdecydowanej większości w Stanach Zjednoczonych, w znacząco mniejszym stopniu w Kanadzie, Meksyku i Wielkiej Brytanii. Liczba członków Społeczności Chrystusa – drugiego największego kościoła mormońskiego – wynosi około 250 tysięcy w ponad 40 krajach. Najliczebniejszą wspólnotą jest Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, który – według oficjalnych statystyk – ma mieć około 15 milionów wyznawców. I ta liczba budzi największe kontrowersje, gdyż ma być niemal trzykrotnie zawyżona.

Czemu to wzbudza kontrowersje? Otóż kościół z Salt Lake City twierdzi, że mormonizm jest najszybciej się rozwijającą religią świata i jest to jeden z argumentów misjonarskich. Przyglądając się statystykom, stwierdzimy, że tak było w 1990 r., ale od tego czasu większy impet osiągnęli zielonoświątkowcy i adwentyści, a nawet jehowi. Jest wręcz bardzo prawdopodobne, że te wyznania „podbierają sobie” wyznawców. Badania przeprowadzone w 2001 r. w City University of New York wykazały, że liczba mormonów w Stanach Zjednoczonych jest tak naprawdę stała.

Ciekawych danych dostarczają nam spisy powszechne. Np. w Brazylii w spisie z r. 2010 jako mormoni zadeklarowało się 225 695 ludzi, gdy kościół podaje liczbę 1 138 740! Analizując dane z całego świata Tim Heaton z Brigham Young University stwierdza, że w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i na wyspach Pacyfiku jedynie 40-50% deklarowanej liczby wyznawców wiąże się z kościołem, w Afryce i Europie 35%, a w Azji i Ameryce Łacińskiej ledwie 25%. Uśredniając jedynie 35% z deklarowanej przez centralę w Utah liczby wiernych jest nimi w rzeczywistości, co daje nam szacunkowo 5,5 mln mormonów należących do głównego odłamu ŚDO!

Skąd takie różnice? Otóż kościół liczy w swoich statystykach chrzty, nie uwzględniając apostazji, a w niektórych przypadkach nawet śmierci. Ośrodki misyjne często zadowalają się wysyłanymi do Salt Lake City osiągnięciami misyjnymi, ignorując niepowodzenia i nie przejmując się odchodzącymi wiernymi. A w samej Ameryce Łacińskiej w rok po chrzcie apostuje prawdopodobnie 70-80% wiernych!  

W zależności od źródła do Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich należy 90-97% wyznawców, do Społeczności Chrystusa 1,5-6%, zaś do pozostałych odłamów mormonizmu 1-4%.

http://www.sltrib.com/ci_2890645

http://blog.mrm.org/2011/11/mormonisms-apostasy-predicament/

http://www.sltrib.com/sltrib/blogsfaithblog/54497395-180/church-census-lds-reported.html.csp

http://mormoncurtain.com/topic_mormonmembership.html



poniedziałek, 20 sierpnia 2012


W Polsce wiemy bardzo mało o mormonach i ich religii. Misjonarze jak dotąd nie odnieśli znaczącego sukcesu; od dłuższego czasu liczba wyznawców proroka Józefa Smitha się nie zmienia znacząco. Oficjalne statystyki twierdzą, że w naszym kraju jest około 1,5 tysiąca Świętych w Dniach Ostatnich, choć aktywnych wiernych jest zapewne o 1/3 mniej.  

                Blog ten powstaje, ponieważ jest bardzo mało źródeł o tej religii w języku polskim. Uwagę u nas zajmują podobni pod względem misjonarskim Świadkowie Jehowy, którzy zyskali pewną popularność. Ze względu na ograniczoną znajomość tematu spora część tekstów poświęconych mormonizmowi opiera się na półprawdach i wybiórczości. Ambicją tego miejsca w sieci jest uzupełnienie pewnej luki.

                Chcę opisać swoje doświadczenia zdobyte przy okazji rozmów z misjonarzami mormońskimi, a także wiedzę dostępną głównie w bardzo bogatej literaturze anglojęzycznej. Postaram się uczynić treść bloga jak najbardziej obiektywną. Taka postawa jest nie do końca łatwa, gdyż często na inne sprawy kładą nacisk protestanci ewangelikalni, na inne protestanci ewangeliczni, a na jeszcze inne katolicy i prawosławni. Dla osób niewierzących, lub z innych religii sprawa wygląda jeszcze inaczej. Trudno znaleźć złoty środek; moim punktem odniesienia jest jednak chrześcijaństwo, jako najbliżej spokrewnione i najlepiej mi znane.

                W Polsce mormonów wiąże się przede wszystkim z amiszami, lub nazywa sektą. Pierwszy stereotyp wynika z nieodróżniania od siebie tysięcy odłamów protestantyzmu i istnienia pewnych podobieństw kulturowych. Zarówno amisze, jak i mormoni słyną z dość konserwatywnych zasad. Jednakże pozory mylą – pierwsi wywodzą się z konserwatywnego odłamu mennonitów, pochodzą z Europy, i to na bazie im podobnych wyznań rozwinęło się wczesnoamerykańskie społeczeństwo. Drudzy są wytworem czysto amerykańskim, powstałym na gruncie fermentu religijnego XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych.

                Drugie skojarzenie może być słuszne, lub nie, w zależności od definicji sekty. Na pewno nie mamy do czynienia z grupą porównywalną do raelian, Nieba, czy nawet Świadków Jehowy. W moim przekonaniu mormonizm jest już pełnoprawną religią, wyrosłą z XIX-wiecznej sekty, co implikuje pewne konsekwencje. Jednakże, mimo deklaracji kościelnych, nie jest to chrześcijaństwo.

                Problemem jest także definicja samego chrześcijaństwa. Bez wchodzenia w szczegóły przyjmę w tym blogu, że istnieje chrześcijaństwo ortodoksyjne („właściwe”) na które składają się kościoły o starej tradycji, jak katolickie, prawosławne i wschodnie oraz wyznania nowe, wywodzące się zazwyczaj z fermentu reformacyjnego (luteranie, kalwiniści, mennonici, baptyści itp.). Obie grupy mają całkiem spory wspólny mianownik i – mimo różnic – niemal zawsze będą pasować do definicji, jaką przyjmiemy. Drugą dużą grupą są wyznania postchrześcijańskie, opierające się np. na innych założeniach, czy dodatkowych objawieniach, jak adwentyści, jehowi, mariawici, czy właśnie mormoni. W tym przypadku wspólnym mianownikiem może być głównie (specyficznie pojmowana) wiara w Jezusa Chrystusa. Trzecią dużą grupą są religie adoptujące część wierzeń chrześcijańskich, jak islam, czy bahaizm, które jednak same za chrześcijańskie się nie uznają.

 

Miłej lektury! Będę wdzięczny za komentarze i własne doświadczenia!