Blog > Komentarze do wpisu

Relacje międzyreligijne: katolicyzm

Obecnie w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych mamy tandem dotąd niespotykany: Mitt Romney (mormon) razem z Paulem Ryanem (katolikiem). Możliwe, że po raz pierwszy w historii kraju, na żadnym z najważniejszych urzędów nie zasiądzie ewangelikalny protestant. Jest to o tyle ciekawe, że polityka Romneya jest raczej bliższa wszelkim konserwatywnym wspólnotom religijnym.

Jednak relacje katolicko-mormońskie są dość wyjątkowe. Mimo, że dla katolików mormoni nie są nawet chrześcijanami, a prorok Smith wbudował w swoją religię pojęcia odbierane jako antykatolickie, to obie wspólnoty musiały w tym samym czasie przeciwstawiać się prześladowaniom, głównie ze strony protestantów ewangelikalnych i – w mniejszym – ze strony ateistów. Postawa tych drugich wynikała (i wciąż wynika) głównie z niechęci do religii i ma swoje analogie także względem innych religii. Tymczasem ewangelikalni, którzy dominowali i wciąż są znaczącą siłą na mapie amerykańskiego mocarstwa, swoją niechęć budowali na historycznych uprzedzeniach i wyrosłych na nich teologii i stereotypach.

Katolicy byli na terytorium kolonii brytyjskich, a później nowopowstałych Stanów Zjednoczonych niemile widziani od początku. Poza Marylandem za bycie katolikiem groziły poważne konsekwencje, ze śmiercią włącznie. Młode społeczeństwo, budowane często na bazie fanatycznych grup religijnych wydalanych z Europy (i to głównie tej protestanckiej), tworzyło swoją tożsamość i przekonania w opozycji do chrześcijan wiernych Rzymowi. Ponieważ przeciętny mieszkaniec kolonii nie spotykał w swoim życiu ani jednego katolika, powstawały nowe mity i legendy. Dopiero Konstytucja Stanów Zjednoczonych przynosiła wolność religijną i ulgę wyznawcom nietolerowanych religii. Mimo to, aż do połowy XIX wieku, gdy nasiliła się imigracja z Europy, katolicy stanowili niewielki ułamek społeczeństwa i poza kilkoma regionami (Maryland, południowa Luizjana, część terenów zdobytych na Meksyku, Vermont) byli ptaktycznie niewidoczni. Do XX wieku prześladowania fizyczne były mniej lub bardziej regularne.

W latach 20. XIX wieku w Stanach rozpoczął się okres wielkiego fermentu religijnego, na którym wyrósł m.in. mormonizm. Jednym z jego fundamentów jest przekonanie o „Wielkiej Apostazji”, jaka się dokonała po śmierci apostołów. Na jej gruncie – wg wierzeń mormońskich – wyrósł najobrzydliwszy z kościołów, będący matką wszetecznic. Mimo braku określenia „katolicki”, niemal każdy kojarzył go z wiarą rzymską (i przy okazji prawosławną, znacznie mniej wówczas znaną w regionie). Jednak mormoni wzbudzali wiele kontrowersji i zostali odrzuceni przez amerykańskich protestantów, uciekając przed prześladowaniami na zachód, do współczesnego stanu Utah. Jedynie część z nich została, tworząc trzon Społeczności Chrystusa. Historia spłatała figla i katolicy wraz z mormonami (oraz innymi prześladowanymi mniejszościami) stali po tej samej stronie barykady.

W latach 60. XIX wieku do terytorium Utah, gdzie żyła większość mormonów, docierają pierwsi osadnicy katoliccy. Pod koniec stulecia było już ich tylu, że w styczniu 1891 r. erygowano diecezję Salt Lake. W tym czasie relacje między wyznawcami obu religii były pokojowe, określane mianem „żyj i pozwól żyć”. Jednak z czasem presja ze strony protestanckiej większości malała, pojawiły się przejawy niechęci, określanej jako „mormońsko-katolicką zimną wojnę”. Za symboliczny początek uznaje się zlecenie pod koniec 1910 r. przez biskupa Józefa Sarsfielda Glassa malunków z biblijnymi cytatami zaprzeczającymi teologii Świętych w Dniach Ostatnich. Szczyt animozji przypada na lata 40. i 50., ze zwieńczeniem w roku 1958, gdy Bruce R. McConkie (jeden z apostołów) w swojej książce poświęconej doktrynie mormońskiej powiązał oficjalnie katolicyzm z „kościołem diabła”. Publikację poprzedziła nagonka na biskupa Duane Hunta (uznana później nawet przez historyków mormońskich za niesłuszną). Książka spowodowała negatywne reakcje i w efekcie po 1960 r. nastąpiło ocieplenie stosunków między przedstawicielami obu religii. Co ciekawe, ta „zimna wojna” zbiega się w czasie ze zmniejszoną aktywnością protestantów, zajętych własnymi problemami (okres 1920-70).

Od tego czasu katolicy i mormoni koegzystują, bez większych animozji, potrafiąc ze sobą współpracować przy udzielaniu pomocy charytatywnej, czy wspólnie (razem z innymi ugrupowaniami) sprzeciwiając się legalizacji małżeństw homoseksualnych w Kalifornii i na Hawajach. Jedyny poważniejszy zgrzyt nastąpił w 2001 r., gdy Watykan oficjalnie sprzeciwił się uznawaniu mormońskiegu chrztu za ważny (co oznacza nie uznanie przez Kościół mormonizmu za odłam chrześcijaństwa, tylko wyrosłą na jego gruncie religię).

Podsumowując, relacje katolicko-mormońskie były zazwyczaj pokojowe, a różnice doktrynalne – mimo trudniejszego okresu konfrontacji – nigdy nie spowodowały otwartej wrogości między obiema społecznościami.

http://www.slate.com/articles/news_and_politics/explainer/2012/08/mormon_catholic_relations_the_two_churches_haven_t_always_gotten_along_as_well_as_mitt_romney_and_paul_ryan_do.html

http://www.sltrib.com/features/ci_12993316

http://www.nytimes.com/2012/06/04/opinion/anti-mormonism-past-and-present.html



wtorek, 21 sierpnia 2012, mormonio

Polecane wpisy